wtorek, 30 kwietnia 2013

chciałam dobrze

Dawno temu wykonałam dwie lampy, z których jestem bardzo bardzo zadowolona. Jedna tu a druga tu.
Natomiast całkiem niedawno, idąc z postępem lampa dostała nowe ledowe serce i ... światło mamy teraz beznadziejne. I stąd ten post. Nie przesadzam. Na ścinach i suficie powstało coś co przypomina firanki. Więc mam wybór: albo nowa lampa albo powrót do żarówek tradycyjnych energooszczędnych i pięknego ciepłego światła. Póki co górnej lampy staramy się nie używać. Nie będziemy się irytować.
Poniżej zdjęcia lampy w chwili obecnej.






A u synka duuuuuuuuuużo lepiej; lampa ze starą żarówką świeci tak:





niedziela, 21 kwietnia 2013

trochę rustykalnie

Serca z masy solnej, sznurek i podstawa wianka. Wszystko pomieszałam, połączyłam i powstał prosty,  rustykalny wianek. Aby nie był szaro bury pomalowałam farbą akrylową jedno większe serce i przykleiłam je asymetrycznie.
Wianek zawisł u koleżanki na drzwiach altany.







I kilka zdjęć z działki.
Wiosna w końcu zawitała.




sobota, 20 kwietnia 2013

szybko + rzeczowo = podkładki pod kubki

 
Po ścince starych drzew i krzewów na działce pozostały takie oto surowe podkładki pod kubki.
W szufladzie wyzwanie pt. "...zrób coś  z drewna!". Moje podkładki jak najbardziej drewniane i mimo, że szybkie i proste w wykonaniu - zgłaszam cały komplet.








sobota, 13 kwietnia 2013

pistacjowe kwiaty

Kwiaty z łupinek po pistacjowych orzeszkach widziałam tu i tu.
I musiałam spróbować. I mam.








Pamiętacie moje hasło walentynkowe, o którym pisałam tutaj? Wygrana butelka wina od Magdaleny Kordel została w końcu  otwarta. Dziękuję.


I jeszcze chciałam podziękować zawsze pamiętającej Ines :*


poniedziałek, 1 kwietnia 2013

prima aprilis - uważaj, bo się pomylisz!

Widząc ten przepis Pauli, od razu wiedziałam, że na śniadanie dnia pierwszego kwietnia podam jajko  sadzone na słodko.




A jak zobaczyłam te cudne zające mamuty nie mogłam się nadziwić. Proste i efektowne. Było nawet candy, w którym wygraną były właśnie te kicaki. Zapisałam się ale nie wygrałam. Zadzwoniłam do mamy i ... jak to mama, przyjechała do mnie z zającami.
Zające oczywiście wykorzystałam do dekoracji stołu (owies brzydki, bo podjada go kocisko).





A na koniec pisanki, jakie robiłam w tym roku. Nie miałam czasu zamieścić ich tutaj wcześniej.